Sześcioletni Tomek walczy o życie po tym, jak zatruł się grzybami. Chłopiec leży w śpiączce i czeka na przeszczep wątroby. - Liczy się każdy dzień - mówi w rozmowie z portalem tvn24.pl Małgorzata Manowska z warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka i apeluje do rodziców, by pod żadnym pozorem nie dawali grzybów małym dzieciom.

Grzybiarz myli się tylko raz
Wszystkie grzyby są jadalne, choć niektóre - tylko raz. Warto wziąć sobie do serca to zdan...
więcej» 
Ostrożnie z henną. Blizna zamiast tatuażu
Tatuaże robione henną mogą być niebezpieczne - ostrzegają lekarze. U niektórych osób, zami...
więcej» Chłopiec zjadł grzyby w niedzielę. Dali mu je rodzice, którzy - jak mówią - byli przekonani, że wszystkie są jadalne. Z czasem okazało się, że wśród grzybów prawdopodobnie znalazł się ten najbardziej trujący - muchomor sromotnikowy.
Sześciolatek w śpiączce
W nocy z wtorku na środę, po skierowaniu ze szpitala rejonowego Tomek trafił na oddział intensywnej terapii Centrum Zdrowia Dziecka. Małgorzata Manowska, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii w CZD podkreśla, że stało się to późno, bo dopiero trzy doby po zatruciu. - Dziecko źle się czuło, miało zaburzenia świadomości, łaknienia, wymioty - mówi lekarka.
Wstępne badania wykazały, że wątroba Tomka jest bardzo uszkodzona. Chłopca podłączono do respiratora i wprowadzono w śpiączkę farmakologiczną.
Konieczny przeszczep
Obecnie stan sześciolatka jest stabilny, jednak jak zaznaczyła Manowska, cały czas jego życie jest zagrożone. - Jeżeli nie uzyskamy wątroby do przeszczepu, to niestety, ale... innego leczenia nie ma - mówi.
Tomek poddawany jest specjalistycznym dializom, które mają pomóc w funkcjonowaniu uszkodzonego narządu. Jednak na przeszczep może czekać tylko kilka dni. - Każdy następny dzień to zagrożenie życia dziecka. Jego wątroba podlega ciągłemu uszkodzeniu, może dojść do uszkodzenia mózgu - wyjaśnia lekarka.
Ze względu, że chłopiec ma tylko sześć lat, najlepiej gdyby przeszedł przeszczep rodzinny. Niestety wśród bliskich nie znaleziono odpowiedniego dawcy. Jedyne wyjście, jakie pozostało to przeszczep od zmarłego. Przypadek chłopca został już wpisany na pilną listę Poltransplantu i Eurotransplantu (jednostek koordynujących przeszczepy).
Pierwsze godziny najważniejsze
Według Manowskiej, przyczyną tak późnego zgłoszenia się rodziców z dzieckiem do szpitala była ich nieświadomość. - Nie domyślali się, że chłopiec zatruł się grzybami. Wielokrotnie tak właśnie jest. Objawy zatrucia w pierwszych godzinach trudno zauważyć, bo nie są charakterystyczne - mówi i podkreśla, że to właśnie pierwsze godziny po zjedzeniu trujących grzybów są najbardziej cenne.
- Można wtedy wypłukać jedzenie, które dziecko zjadło. Dzięki temu toksyny nie przedostaną się do krwi. Wtedy cokolwiek można jeszcze zrobić - wyjaśnia.
Jednak by zapobiec zatruciu grzybami, wystarczy ich nie jeść. Dlatego Manowska apeluje: -
Rodzice, nie dawajcie grzybów małym dzieciom.
nsz/fac/k