To nie groźba, tylko lekarstwo. Tak przynajmniej twierdzą urzędnicy z ministerstwa i Narodowego Funduszu Zdrowia. Chcą pilnować, by pacjenci nie rejestrowali się w kilku miejscach na raz.

Nie chcesz płacić za leczenie? Zadbaj o ubezpieczenie
To ostatni moment, aby zdążyć przed gigantycznymi kolejkami. Choroba na wakacjach to prawd...
więcej» 
Nowy oddział w szpitalu MSWiA. Dołożyli do niego pacjenci
Szpital MSWiA wychodzi naprzeciw potrzebom pacjentów z rzadkimi schorzeniami jelit. Powsta...
więcej» - 1/5 naszych pacjentów nie zgłasza się na wizyty - ocenia Maria Kąkol z wawerskiego ZOZ-u. To wcale nie rekord. Są placówki, gdzie do skutku nie dochodzi nawet połowa wizyt w miesiącu. Efekt? Kolejki się wydłużają - na wizytę do kardiologa czy endokrynologa czeka się nawet pół roku, a na przyjęcie na oddział chirurgii urazowo-ortopedycznej pacjenci czekać muszą aż 533 dni.
Praktyk pacjentów to jednak nie zmienia - do lekarza jednej specjalizacji zapisują się w kilku miejscach na raz. Na Mazowszu robi tak co trzeci pacjent. Wszystko ma się zmienić od stycznia.
Bardzo ważne narzędzie
Przy każdej rejestracji do specjalisty pacjent będzie musiał podać swój numer PESEL. Informacje trafią do Narodowego Funduszu Zdrowia - to pomysł Ministerstwa Zdrowia. - Żeby właśnie NFZ miał wgląd w to, ilu pacjentów czeka i czy nie czekają w innych kolejkach albo wręcz czy nie mają zabiegu już za sobą - przekonuje Piotr Olechno, rzecznik ministerstwa. - Będziemy mieli bardzo ważne narzędzie. Będziemy eliminować pacjentów dzwoniąc i pytając, którą kolejkę wybierają - zapowiada z kolei Wanda Pawłowicz, rzecznik NFZ.
Taki system już stosowany jest w przypadku kolejek do operacji zaćmy. Efekty widać gołym okiem: liczba oczekujących spadła o połowę. Tak jest też w przypadku części świadczeń, nad którymi piecze sprawuje mazowiecki oddział NFZ. - Dzięki temu widzimy pacjenta w systemie, mamy kontrolę nad realizacją świadczeń i patrzymy przede wszystkim czy sprawa jest pilna - tłumaczy Barbara Misińska, dyrektor mazowieckiego oddziału.
Straszenie pacjentów?
Ostrożnie pomysł oceniają eksperci. - Nie mam przekonania czy system z peselem jest w stu procentach dopracowany, czy służba zdrowia jest na tyle zinformatyzowana, żeby rzeczywiście tym zarządzać, czy raczej jest to pomysł, żeby trochę na nastraszenie pacjentów - zaznacza Zbigniew Kowalski, ekspert medyczny. - Moim zdaniem potrzebna jest profesjonalna informatyzacja. Pytanie brzmi dlaczego nie da się tego zrobić bez numeru pesel - dodaje.
Małgorzata Walczak
ran/roody