Spotkanie z archeologami zmienia się w sensacyjne odkrycie - o takim zbiegu okoliczności marzy każdy miejski dziennikarz. Mnie udało się zostać odkrywcą staromiejskiego skarbu.

Zaczęło się od jednej monety - fot. tvnwarszawa.pl
Jest wtorek, 13 lipca. Na staromiejskim Rynku życie toczy się zwykłym rytmem upalnego, letniego dnia. Turyści spacerują, robią pamiątkowe zdjęcia przy Syrence, odpoczywają w kawiarnianych ogródkach. Niecodziennym elementem jest niebieskie ogrodzenie zasłaniające tę część kamienic, w których mieści się Muzeum Historyczne m.st. Warszawy. W podziemiach jednej z nich słucham właśnie opowieści Ryszarda Cędrowskiego o historii tego miejsca. Przyszłam zobaczyć, jak archeolodzy szukają śladów dawnej Warszawy.
Wnętrza z dawnych wieków

Na Starym Mieście odkryli nieznane piwnice
Nie lada odkrycia dokonali robotnicy odnawiający piwnice przy rynku Starego Miasta. Pod tz...
więcej»Piwnice, które jeszcze niedawno funkcjonowały jako magazyny, pomieszczenia techniczne i gospodarcze muzeum, teraz zmieniły się w stanowisko archeologiczne. Robotnicy wywożą taczkami ziemię i gruz. Inni robią wykopy przy fundamentach. Zdjęto tynki i posadzki. Ściany odsłoniły swoje dawne, historyczne oblicze.
Przechodzę pod łukowatymi sklepieniami, mijam odsłonięte głazy. W plątaninie zaułków szukam archeologów, którzy sprawdzają, jakie sekrety kryją staromiejskie podziemia. Znajduję ich w niewielkim pomieszczeniu za gruba foliową zasłoną. Badają powierzchnię odsłoniętą po zdjęciu brukowanej posadzki z XVII-XVIII wieku. W tym wnętrzu, tak jak w kilku innych miejscach, zachowała się w całości.
- To nie był jakiś przypadkowy układ, ale posadzka z odpowiednio dobieranych kamieni, ułożonych z zachowaniem pewnej symetrii i podziałów kompozycyjnych - tłumaczy Ryszard Cędrowski. Zostały zdjęte, żeby można było zbadać, co znajduje się pod nimi. Po zakończeniu prac posadzki zostaną dokładnie odtworzone.
Pierwsza moneta

Piwnice Starego Miasta w internecie
Wystartowała strona internetowa poświęcona rewitalizacji staromiejskich piwnic. Można na n...
więcej»- Kamienie zostały oczyszczone, skatalogowane i podzielone na sektory. Następnie zalano je gipsem, żeby uzyskać "negatyw" - opowiada Cędrowski. Potem zostały wyjęte, ale gipsowe formy pozwolą idealnie odtworzyć ich oryginalny układ - dodaje.
Kiedy rozmawiamy, obok nas dwie osoby pracują przy usuwaniu kolejnych warstw ziemi. Trzeba to robić delikatnie, żeby nie przegapić na przykład fragmentów ceramiki. Małgorzata Cędrowska natrafiła właśnie na krawędź naczynia. Okazuje się, że to żeliwny garnek.
Ostrożnie odgarnia ziemię, żeby nie uszkodzić znaleziska i nie pominąć niczego ważnego. Potem oczyszczone naczynie sfotografuje i narysuje w odpowiedniej skali na papierze milimetrowym.
Nagle obok garnka znajduje... monetę. Oglądamy ją wszyscy w świetle reflektora zawieszonego pod stropem. Jest pokryta piaskiem i zieloną patyną, dlatego na razie trudno coś z niej odczytać. Z ciekawością zerkamy na ziemię w okolicach wystającego fragmentu garnka.
- Dziwne, że tego nie znaleźli - archeolodzy komentują wcześniejsze prace przy zdejmowaniu posadzki, które przed chwilą opisywał Cędrowski.
Archeolodzy studzą emocje
Opowiadają, że wtedy spod jednego z kamieni bruku wyjęli 4 monety rublowe pochodzące z 2 połowy XIX wieku. Raczej nie spodziewają się tu kolejnych cennych znalezisk. - Ale ta moneta różni się od rubli - zauważa Małgorzata Cędrowska.
Znów zerkamy więc na miejsce, gdzie wyłoniło się naczynie. Poszukiwanie skarbów wymaga jednak cierpliwości. Nikt nie rzuca się tu do gorączkowego kopania w ziemi. Pani Małgorzata wraca do żmudnej pracy. Gracką, czyli rodzajem małej motyki, delikatnie odsuwa ziemię. Jeszcze dla pewności rozgarnia ją dłonią, żeby nie pominąć nawet najdrobniejszych szczegółów.
Ciekawość rośnie, ale praca wymaga czasu i skupienia. Cędrowski proponuje więc krótką wędrówkę po podziemiach. Wychodząc, zasłaniamy wejście foliową zasłoną. Czy w czasie naszej nieobecności zdarzy się za nią coś ważnego?
Odzyskane piwnice czekają na gości
Muzeum Historyczne Miasta Stołecznego Warszawy zajmuje kilka kamienic w północnej części Rynku. Rozciągające się pod nimi piwnice tworzą istny labirynt zaułków. Ten obszar powiększył się jeszcze, gdy podczas prac odkryto nieznane wcześniej piwnice na poziomie -2. Nie było ich na planach, według których przygotowano projekt renowacji.
- Podczas odbudowy Starego Miasta, po wojnie zrezygnowano z użytkowania i udostępnienia tych piwnic. Zostały zasypane i zamurowane, dlatego nie wiedzieliśmy o ich istnieniu - tłumaczy archeolog. To znaczy, że jesteśmy właśnie w pomieszczeniach, których nikt nie oglądał od ponad 60 lat! Rozglądam się z ciekawością. Dużo łatwiej poczuć tu "ducha przeszłości" niż na powierzchni. Nad naszymi głowami spacerują turyści nieświadomi sekretów kryjących się kilka metrów pod ich stopami.
Nieznane piwnice nie zostały przekształcane po wojnie, więc dobrze zachowała się tu oryginalna architektura - gotyckie sklepienia kolebkowe, łuki, oryginalne wątki ceglane. Duże ich części pozostaną odsłonięte. Warszawiacy będą mogli je oglądać, gdy muzeum znów zacznie przyjmować gości.
Ślady dawnego miasta
Co, oprócz dawnej architektury, kryją podziemia? - Znajdujemy najwięcej elementów z XVII-XVIII wieku, mniej ze średniowiecza, chociaż piwnice pochodzą właśnie z tego okresu - mówi Cędrowski. Odbudowane po wojnie kamienice, w których dziś mieści się muzeum, powstawały w latach 1440-1460. Z tego czasu pochodzą piwnice, w których jesteśmy. - Jednak w XVII-XVIII wieku kamienice były przebudowywane, a piwnice obniżono. Takie prace zniszczyły drobniejszy materiał średniowieczny - tłumaczy archeolog.
Po chwili odkrywam, że nawet ze ścian można wyczytać ciekawe historie. Cędrowski pokazuje odcinek muru, który na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. Gdy przyjrzeć się bliżej, okazuje się, że jego linia nie pokrywa się z układem pozostałych ścian. - To fragment starszej zabudowy, której część dawni budowniczowie wykorzystali przy konstrukcji nowszych budynków - wyjaśnia Cędrowski. - Jego położenie wskazuje, że pierwotny układ zabudowy rynku różnił się od tego, który powstał po 1440 roku i według którego kamienice zostały odbudowane.
Historia ukryta w... latrynach
Ciekawego materiału do badań dostarczyły m.in. oficyny na tyłach kamienic, których piwnice nie były nigdy przebudowywane. - Okazało się, że w średniowieczu były tam latryny - informuje mnie Cędrowski. Jakkolwiek by to nie brzmiało, takie miejsca to zawsze bogate źródło informacji o codzienności dawnych mieszkańców. Badacze znaleźli tam fragmenty naczyń, tygielki, dobrze zachowane kafle. Archeolog wymienia też zabytki znalezione w innych kamienicach. To na przykład zestaw fajek i lufek albo żelazny topór znaleziony przy Jezuickiej.
- Bez specjalistycznych badań nie można stwierdzić, czy to narzędzie rzeźnicze, czy może katowskie - uprzedza moje pytania. Śmieje się, że bardzo pewna i konkretna jest obecność butelek, od siedemnastowiecznych po współczesne. Badacze znajdują spore ich ilości.
"Mam dla was niespodziankę"
Powoli wracamy do pomieszczenia, w którym zostawiliśmy panią Małgorzatę. - Mam dla was niespodziankę - mówi na nasz widok. Czyżby moneta, którą oglądaliśmy wcześniej, była zapowiedzią czegoś większego?
Rzeczywiście, Cędrowska pokazuje nam folię, na której leży juz około trzydziestu monet podobnych do tej pierwszej. Ale to nie wszystko! Patrzę w miejsce, gdzie z ziemi wyłaniają się już większe kawałki starego garnka. W jego sąsiedztwie dostrzegam w piasku prześwity charakterystycznego zielonego koloru. Dokładnie takiego, jaki ma patyna pokrywająca wydobyte już monety.
- Ciekawe, ile ich jest? - powtarzamy to pytanie. Teraz już nawet archeolodzy są podekscytowani. Cędrowski powiadamia "wyższe czynniki". Profesor Procyk, pełniący nadzór konserwatorski oraz kierownik prac budowlanych razem z nami oglądają "niespodziankę".
Niestety, wszyscy musimy powstrzymać ciekawość. Archeolodzy potrzebują spokoju i czasu, żeby wydobyć całe znalezisko i udokumentować etapy tej pracy. - Wrócę tu jutro - umawiam się z Cędrowskimi i z żalem zostawiamy ich za foliową zasłoną.
"Mamy skarb!"
Następnego dnia niecierpliwie dopytuję o nowiny. - Mamy skarb! - zdradzają Cędrowscy. Niepozorne miejsce kryło aż 1200 monet!
- Około 1200 - precyzuje Cędrowski. - Niektóre są posklejane ze sobą, musimy je oczyścić z piasku, więc ostateczna liczba może się trochę zmienić - tłumaczy.
Monety to orty, tynfy i szóstaki koronne z drugiej połowy XVII wieku. Zostały zakopane w worku z tkaniny, który ukazał się po zdjęciu większej ilości ziemi. - Określenie "skarb" odnosi się nie tylko do monet albo kosztowności - zaznacza Cędrowski. - Chodzi o to, że ktoś postarał się ukryć przedmioty mające w danym momencie materialną wartość - wyjaśnia.
Przez chwilę zastanawiamy się nad losami tego, kto zakopał monety. Czy zrobił to, bo czuł się zagrożony i potem już nigdy do swojego skarbu nie powrócił? Mogło być też tak, że potem go szukał, ale nie umiał znaleźć... - podpowiada inną wersję archeolog.
Znalezisko trafia tymczasem do pracowni. Monety zostaną oczyszczone i zinwentaryzowane. Potem będą się nimi zajmować numizmatycy i historycy.
Krajobraz po skarbie
Ja tymczasem wracam do małego pomieszczenia w podziemiach kamienicy przy Rynku 30. Chcę zobaczyć, jak wygląda miejsce, w którym był ukryty prawdziwy skarb. Po dwóch dniach wytężonej pracy przy wydobywaniu monet archeolodzy nadal mają pełne ręce roboty. Muszą dokończyć badania.
Patrzę na dołek w ziemi, który krył tak interesującą zawartość. Potem rozglądam się po pomieszczeniu. Niewielkie, jakieś 3 na 3 metry. - Ciekawe, co tu kiedyś było? - zastanawiam się na głos. - Może skarbiec? - uśmiecha się Małgorzata Cędrowska.
Joanna Smolińska
roody