Zabytkowa lokomotywa uratowana dzięki warszawskiemu fotografowi i blogerowi. Rdzewiejący od lat w krzakach spalinowóz, o który walczył Robert Danieluk, już wkrótce trafi do Muzeum Kolejnictwa. - Pierwsze prace ruszą w przyszłym tygodniu - zapowiada z dumą Ferdynand Ruszczyc, dyrektor muzeum, który cieszy się, że w końcu znalazły się na to pieniądze. Martwi go inna sprawa. Może się okazać, że lokomotywy nie będzie gdzie pokazywać. - Jeżeli władze PKP spełnią swoje zapowiedzi, muzeum może przestać istnieć - rozkłada ręce Ruszczyc.
Robert Danieluk nie był pierwszą osobą, która zwróciła uwagę na niszczejący w krzakach, tuż przy placu Zawiszy spalinowóz SD80. Ale to on wpisem na swoim blogu w październiku 2008 roku sprawą zainteresował media. Choć reportaży Leszka Dawidowicza jeszcze nie można było obejrzeć w Stolicy, bo TVN Warszawa dopiero przygotowywała się do startu, to on już je przygotowywał. To m.in. Leszek wsparł Roberta Danieluka i nie pozwolił, by sprawa została zignorowana.
Zabytkowy spalinowóz
Spalinowóz SD-80, o który walczył bloger, to kawałek historii. Produkowano je w Mediolanie, w zakładach Fiata. Ten z warszawskiej Ochoty wyjechał na tory w 1949 roku, a do Polski dotarł dwa lata później. Był wtedy jednym z najszybszych na naszych torach - potrafił się rozpędzić do 100 km/h. Nazywano go "błękitną falą", bo kursował między stolicą a wybrzeżem. Z ruchu pasażerskiego został wycofany w 1967 r., po przerobieniu jeździł jeszcze do 1974 r.
- Dziś sami możecie ocenić, czym jest - pisał rok temu Danieluk. - Ku mojemu zdziwieniu, nie było tu błękitnego pociągu, który zauroczył mnie na zdjęciu. Przed moimi oczami stał, zardzewiały, zniszczony, a co gorsza doszczętnie spalony spalinowóz. Umarł przez degradację natury i człowieka. Patrzyłem na efekt działań, które zakrawają o głupotę. Nie wiem jak można było dopuścić, by taki zabytek kolejnictwa doprowadzić do śmierci - denerwował się bloger.

Leszek Dawidowicz przygotowuje reportaż o spalinowozie - fot. Robert Danieluk
SD-80 czeka drugie życie
Teraz zabytkowy spalinowóz ma się w końcu narodzić na nowo. Znalazły się pieniądze na to, by go odratować. Prace mają ruszyć już w przyszłym tygodniu, Najpierw lokomotywa zostanie przetransportowana bliżej muzeum. Dopiero tam ma być restaurowana.
Spalinowóz SD80 mógłby się za kilka miesięcy stać kolejną atrakcją muzeum przy ul. Towarowej. Problem w tym, że muzeum na razie drży o własny los.
PKP chce na Pragę, muzeum woli Wolę

Muzeum Kolejnictwa na Pradze? "Witamy z otwartymi ramionami"
Historyczny pociąg wycieczkowy, dworzec w stylu retro, parowozy i scena koncertowa - to pr...
więcej»W lipcu PKP wypowiedziało umowę, dzięki której muzeum funkcjonuje przy ulicy Towarowej i zaproponowało przeprowadzkę na bocznicę kolejową przy ul. Grodzieńskiej, na Pradze. - To byłby koniec tej placówki - przekonuje w rozmowie z tvnwarszawa.pl Ferdynand Ruszczyc.
- Po pierwsze teren na Grodzieńskiej jest po prosu za mały - wyjaśnia i dodaje, że głównym problemem nie jest wcale lokalizacja, ale pieniądze. - Zaprojektowanie, przygotowanie terenu i wreszcie budowa. To wszystko wiąże się z ogromnymi kosztami. Myślę, że jest to 50 do 70 mln zł - ocenia Ruszczyc.

Muzeum Kolejnictwa: Praga to dla nas śmierć
- Przeprowadzka na Pragę mogą oznaczać koniec naszej placówki - skarży się Ferdynand Ruszc...
więcej»Wreszcie sama przeprowadzka wiązałaby się z ogromnymi kosztami. - Tabor jest zabytkowy, stoi na zapadniętych torach, a przede wszystkim: nie wszystko jeździ. Wyprowadzić tego się nie da, trzeba by to przenosić i przewozić - tłumaczy dyrektor muzeum.
Rzecznik PKP jednak rozkłada ręce: - Muzeum działa na atrakcyjnej działce, a rząd kazał nam zarabiać - tłumaczy Michał Wrzosek, ale równocześnie uchyla furtkę. - Rozmowy się toczą.
Czytaj więcej na temat trudnej sytuacji Muzeum Kolejnictwa
Paweł Radziszewski