Bite, głodzone, maltretowane – taki los nadal spotyka wiele zwierząt w Polsce. Dlatego Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami zorganizowało w sobotę w ich obronie wielki marsz ulicami Warszawy.
Kilkudziesięciu aktywistów chciało zwrócić uwagę na prawa zwierząt, które wciąż są łamane. Domagają się m.in. zwiększenia kar za maltretowanie zwierząt z dwóch do ośmiu lat więzienia.
- Kara dwóch lat pozbawienia wolności za np. polanie zwierzęcia kwasem, podpalenie czy bicie deską z gwoździem jest moim zdaniem za niska - komentuje Diana Malinowska z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.
Pokazali, że im zależy
Uczestnikami marszu byli miłośnicy zwierząt, którzy chcą poprawić ich los.
- Trzeba coś robić, żeby ludzie widzieli, że niektórzy się tym interesują i powinni pomagać - przekonywał jeden z uczestników manifestacji.
Straż dla Zwierząt ciągle na posterunku
Warszawska Straż dla Zwierząt co prawda udziału w marszu nie brała, ale cały czas jest na posterunku. To oni w ostatnim czasie wykryli najbardziej drastyczne przypadki maltretowania zwierząt.
- Skupiamy się na działaniu - mówi Zbigniew Gruda. - Jesteśmy codziennie w naszej siedzibie i codziennie pomagamy zwierzętom. W Warszawie, w całej Polsce dochodzi do wielu makabrycznych zdarzeń z udziałem zwierząt - dodaje.
Obrońcy zwierząt nie mają łatwo
Obrońcy zwierząt z różnych warszawskich organizacji nadal niestety mają pełne ręce roboty. Społeczni inspektorzy tylko w stolicy przeprowadzają około dwóch tysięcy interwencji rocznie. I to pokazuje prawdziwą skalę dramatu. A przecież nasz stosunek do zwierząt świadczy także o naszym człowieczeństwie.
Andrzej Rudnicki
aq/roody