- Wciąż mam przed oczami tamten dzień. Kordon milicji. Brudne zaspy śniegu. Chaos - wspomina Małgorzata Eytner Branicka, świadek wybuchu w 1979 roku. Dziś mija dokładnie 31 lat od tragicznego wybuchu w Rotundzie.

W hołdzie ofiarom. W obronie Rotundy
To wydarzenie przykuło uwagę nie tylko warszawiaków. 15 lutego 1979 roku centrum stolicy w...
więcej» Potężny wybuch w Rotundzie słychać było w całym Śródmieściu. Według oficjalnych danych, na miejscu zginęło 49 osób. Trudno ustalić dokładną liczbę rannych - według różnych źródeł od 110 do 135. Robotnicy jeszcze w tydzień po tragedii przeszukiwali gruzowisko. - To jedna z najtragiczniejszych historii powojennej Warszawy. Ja miałem wtedy 3 lata, ale zarówno ja, jak i wielu innych młodych warszawiaków, pamięta o tamtym wydarzeniu - mówi Bartosz Dominiak, radny, który walczy o wpisanie budynku do rejestru zabytków.
To był ponury dzień
- To był bardzo ponury dzień. W 1979 roku była zima stulecia, wszędzie zalegały brudne zaspy śniegu. Ja byłam wtedy w 7 miesiącu ciąży i pracowałam w ministerstwie na pl. Powstańców Warszawy. Słyszeliśmy wybuch - wspomina Małgorzata Eytner Branicka, świadek wybuchu w 1979 roku. - Od razu poszliśmy zobaczyć co się stało. Wtedy komunikacja szwankowała, nie można było szybko sprawdzić, czy np. komuś znajomemu nic się nie stało. Wrażenie było fatalne - dodaje.

Oficjalnie w wybuchu zginęło 49 osób - fot. archiwum/TVN Warszawa
mjc