Legalni czy nie? Trwa spór o przewóz osób. Licencjonowani taksówkarze chcą jego likwidacji. Ratusz ich popiera, ale równocześnie chce też znieść limit licencji na taksówki. To jednak również nie podoba się tym, którzy licencje już mają. A pasażerowie zastanawiają się, czy cały spór nie odbije się na ich kieszeniach.

"Nie chcemy blokować miasta, tylko konkretne urzędy"
Nawet kilkanaście tysięcy taksówkarzy z całej Polski ma przyjechać protestować do Warszawy...
więcej» - W naszym rozumieniu ustawy mogą jeździć - mówi o przewozie osób rzecznik ministerstwa infrastruktury Mikołaj Karpiński. - Jeżeli właściciel przedsiębiorstwa posiada taką licencję, może zatrudniać kierowców, którzy na podstawie tej licencji wożą osoby - taka jest oficjalna interpretacja przepisów.
Licencjonowani taksówkarze z całej Polski nie przyjmują tego do wiadomości. Na początek marca zapowiadają duży protest, który może sparaliżować stolicę. Domagają się likwidacji przewozu osób. Przewoźnicy chcą z kolei bronić swoich miejsc pracy, a ratusz wspólnie z ministerstwem infrastruktury zapowiada zmiany, które do końca nie satysfakcjonują żadnej ze stron.
| "Taksówkowy" spór | fot. TVN Warszawa |
Równe szanse czy wolny rynek?
- Jeżeli ktoś pełni usługi taksówkowe, powinien mieć zagwarantowane to, że inna osoba starająca się o wykonanie tegoż zawodu musi spełniać pewne wymogi - uważa rzecznik ratusza Marcin Ochmański. - Trzeba udowodnić, że nie było się karanym i że zna się topografię miasta - tłumaczy zasadność obowiązkowych egzaminów dla taksówkarzy.
Dlatego ratusz chce walczyć z przewozem osób. Taksówkarzom nie podoba się to, że przy okazji miasto zamierza zlikwidować limit licencji na taksówki. Teraz w Warszawie jest ich około 9 tysięcy. Dużo więcej samochodów z kogutami to właśnie przewóz osób. Jak dużo? Na to pytanie trudniej odpowiedzieć, bo nikt dokładnie nie wie, ile ich jest. Co więcej, na takich samych licencjach jeżdżą też kierowcy samochodów należących do największych korporacji. Gdy przewóz zniknie, taksówek na warszawskich ulicach będzie wyraźnie mniej.
Skomplikowana procedura
Zmiana zapisów prawa nie jest jednak łatwa. Propozycje ratusza trafiły do Ministerstwa Infrastruktury. - Pomysł oceniamy pozytywnie - zapewnia rzecznik ministerstwa Mikołaj Karpiński. - Projekt jest zaopiniowany i jest otwarta droga do zmian. Ratusz może przekazać ten projekt posłom - dodaje.
By zmiany weszły w życie, projekt musi przejść przez sejmowe komisje, głosowania, wreszcie zostać podpisany przez prezydenta. To z pewnością zajmie co najmniej kilka miesięcy i nie ma pewności, że uda się jeszcze w tej kadencji parlamentu.
| Ministerstwo pozytywnie zaopiniowało propozycję zmian | fot. TVN Warszawa |
Będzie protest
Tymczasem taksówkarzom nerwy puszczają już teraz. Tym bardziej, że ich zdaniem wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego jednoznacznie wskazuje, że przewóz osób nie może zastępować taksówek. Oskarżają rząd o to, że nie zastosował się do wyroku i zapowiadają protest. 3 marca zamierzają zablokować dworzec Centralny, lotnisko Okęcie i kancelarię premiera. Do Warszawy może zjechać nawet kilkanaście tysięcy samochodów.
I choć związkowcy zapowiadają, że protest nie będzie uciążliwy, to ich zamiary oznaczać mogą tylko jedno: totalny paraliż Warszawy.
Nic się nie zmieni?
Zdaniem związkowców, kierowcy jeżdżący na licencji dla przewozu osób to nieuczciwa konkurencja. Zarzucają im, że nie płacą ZUS-u, tylko KRUS, bo nie muszą być zameldowani w mieście, w którym pracują. Przekonują, że przewoźnicy nie znają topografii miasta, że pasażerowie jeżdżą z ludźmi, którzy byli karani i nie są bezpieczni.
- Chcemy mieć takie same szanse, nie chcemy pozbawiać ich miejsc pracy - tłumaczy Zbigniew Skudniewski z "Solidarności" taksówkarzy. - Walczymy o to od wielu lat - dodaje.
Pasażerowie, którzy dzwonili do Miejskiego Reportera odbijali piłeczkę, przypominając, że to właśnie pojawienie się taniego przewozu osób zmusiło korporacje do obniżenia cen. I że licencjonowanym taksówkarzom zdarza się pobłądzić lub próbować naciągnąć pasażerów.
| Nic się nie zmieni? | fot. TVN Warszawa |
"Nic się nie zmieni"
Według Leszka Pajki z OPZZ Przewoźników, po zmianie przepisów nic się nie zmieni. - Jeżeli ratusz uwolni licencje, to będą tego żałować sami taksówkarze. Bo może się podwoić liczba taksówek i to nawet w rok - przekonuje Miejskiego Reportera. Nie przejmuje się też specjalnie marcowym protestem. - Jeszcze więcej pasażerów odwróci się od taksówek - przestrzega.
mdaw/roody