Nowe, naziemne metro do niedawna było tylko mglistą perspektywą. Teraz sytuacja się zmieniła, a urzędnicy nie mają wątpliwości. - To jeden z najbardziej realnych projektów komunikacyjnych stolicy - ocenił na antenie TVN Warszawa, rzecznik Bemowa, Krzysztof Zygrzak. Jego zdaniem linia łącząca Ursus z Białołęką mogłaby powstać już za niewiele ponad rok.

Chcą puścić metro nad ziemią "To tylko kwestia czasu"
Podróż po torach jest najszybszym sposobem poruszania się w mieście. Dlatego burmistrzowie...
więcej»- To nie jest projekt wymyślony, tylko realny - ocenia Krzysztof Zygrzak. – Składy mogłyby za rok i kilka miesięcy jeździć po nowej linii - dodaje. Aby tak się stało na Bemowie muszą powstać trzy nowe przystanki, a do tego potrzeba około 35 milionów złotych.
Zrzucą się na "trzecią linię”
- Zrobimy zrzutkę. Na pewno po kilka milionów dadzą same dzielnice. Resztę powinno dorzucić miasto oraz kolej – uważa rzecznik Bemowa.
- Czekamy tylko na sygnał ze strony PLK i wówczas już będzie naprawdę krótka droga do tego, żeby te przystanki mogły powstać - potwierdza Marcin Ochmański, rzecznik ratusza.
Nie chodzi o kasę, chodzi o współdziałanie
Zdaniem Zygrzaka pieniądze nie są tu głównym problemem. – Wszystko zależy od tego, czy władze dzielnic będą potrafiły się porozumieć - ocenia.
- Myślę, że pod koniec września się dogadamy i od tego czasu za ponad rok powstanie połączenie - ujawnia na antenie TVN Warszawa.
Burmistrzowie pięciu dzielnic mają za sobą już pierwsze spotkania. W czwartek rozmawiali o możliwości wykorzystania torów PKP, aby na nich uruchomić naziemną linię metra łączącą Ursus, Bemowo, Wolę, Żoliborz z Białołęką.
Pociągi zatrzymywałyby się na dziesięciu stacjach. Siedem z nich to te, z których dziś korzysta kolej.
mdaw/ec