Koszmar w podwarszawskiej wsi trwa. Mąż kazał pani Elżbiecie mieszkać w oborze, bo "tak jest wygodniej". Urzędnicy twierdzą, że pomogą, jeśli... mąż wyrazi zgodę.
Kobieta od trzech lat żyje ze zwierzętami w budynku gospodarczym, we wsi Krawcowizna pod Warszawą. W ubiegłym tygodniu, ośrodek pomocy społecznej obiecywał, że pomoże jej wyprowadzić się od męża. Jednak kobieta nadal koczuje w oborze.

3 lata trzymał żonę w oborze. Sąsiedzi biernie się przyglądali
Trudno uwierzyć, że ta historia się wydarzyła. Jeszcze trudniej, że wydarzyła się tuż za g...
więcej»
Zastraszona przez męża
Zamknięta na kłódkę brama - tylko tyle zobaczyli we wtorek pracownicy straży dla zwierząt. Przyjechali sprawdzić, co dzieje się z panią Elżbietą Rozbicką. To oni kilka dni temu odkryli jej dramatyczną sytuację.
Kiedy kobieta znów zobaczyła samochód straży, natychmiast uciekła. - Pani Ela raptownie zamknęła furtkę na kłódkę i zniknęła – wyjaśnia komendant straży dla zwierząt, Mateusz Janda.
Strażnicy podejrzewają, że kobieta panicznie boi się męża. - Kiedy byliśmy u niej tydzień temu mówiła, że już raz ją skatował – przyznaje strażnik.
Urzędowa obojętność
Od ostatniej wizyty w gospodarstwie nic się nie zmieniło. Kobieta wciąż ma zakaz wchodzenia do środka mieszkania.
Choć gminni urzędnicy w końcu dotarli do Elżbiety, to o pomocy z prawdziwego zdarzenia kobieta może tylko pomarzyć. - Dobrze to nie rokuje, że dopiero po materiale TVN Warszawa ktoś się zainteresował problemem - dziwią się strażnicy.
Mimo, że gmina od trzech lat doskonale znała problem, nikt kobiecie nie pomógł. - Jak wyszło na jaw, że ojciec bije mamę, nikt się nie zainteresował. Nikt się tu nie pojawił – przyznaje syn Elżbiety Rozbickiej.
Pomogą, jak oprawca się zgodzi
W zeszłym tygodniu ośrodek pomocy społecznej obiecywał, że pomoże kobiecie wyprowadzić się od męża. Teraz urzędnicy twierdzą, że kobieta takiej pomocy nie potrzebuje, a oni pomogą tylko jeśli... mąż wyrazi na to zgodę.
- Pani Rozbicka dostanie wszelką pomoc jaką obiecałyśmy; remont mieszkania i umeblowanie. Jednak tylko wtedy, gdy właściciel - czyli mąż pani Elżbiety - wyrazi na to zgodę. Jeśli nie wyrazi, to wtedy udzielimy tylko pomocy podstawowej – informuje Elżbieta Orzechowska z ośrodka pomocy społecznej.
"Ona mieszka w oborze, ja mam spokój"
Tragedię kobiety przypadkowo odkryła warszawska straż dla zwierząt, kiedy na wniosek weterynarza pojechała sprawdzić w jakim stanie są zwierzęta w gospodarstwie.
- Dla mnie to wielki szok, kiedy byłem tu pierwszy raz. Ludzie pierwotni żyli w lepszych warunkach - opowiadał wstrząśnięty Mateusz Janda.
Stanisław Rosa tragedią żony zupełnie się nie przejmuje. Twierdzi, że kobieta mieszka w oborze bo... tak jest jej wygodniej. - Teraz przynajmniej mam spokój - mówi.
Małgorzata Walczak
mdaw/roody