Poranione, wycieńczone, stojące po kolana we własnych ekskrementach. Z głodu zjadały sznury, którymi były uwiązane. Straż dla Zwierząt uratowała stado krów zamęczanych przez właściciela w jednym z gospodarstw pod Zegrzem. Nie wszystkie zwierzęta doczekały pomocy.
Akcja miała miejsce wczesnym rankiem w środę. To, co funkcjonariusze zobaczyli po wejściu do obory, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.
Sznury wrosły im w rogi
- Warunki są okropne. Zwierzęta po kolana zapadają się w gnojówce, nie ma żadnych zapasów jedzenia - mówiła wstrząśnięta Małgorzata Ejsmont ze Straży dla Zwierząt.

Maltretował je właściciel - teraz potrzebują pomocy
Niegdyś bite i głodzone, teraz dochodzą do siebie w jednej z podwarszawskich stadnin. Koni...
więcej»Wygłodniałe krowy próbowały jeść leżące sznurki. Liny, którymi były przywiązane, wrosły się im w rogi, tworząc bolesne rany. Wyprowadzenie krów z budynku okazało się bardzo trudne. Zwierzęta były tak osłabione, że ledwo trzymały się na nogach.
Nie było wody i jedzenia
Niestety, nie wszystkie krowy doczekały ratunku.
- Dwa tygodnie temu padło tutaj jedno zwierzę. Z tego co słyszałem, ciało krowy zostało usunięte dopiero po tygodniu - opowiada Mateusz Janda ze Straży dla Zwierząt.
Gdyby nie interwencja strażników, prawdopodobnie reszta zwierząt również padłaby z głodu. Strych nad oborą świecił pustkami.
- Nie ma tu żadnych poideł, więc zwierzęta są strasznie odwodnione - opisuje Małgorzata Ejsmont.
Krowy szybko przewieziono do nowego miejsca. Dostały siano i wodę. Byłemu właścicielowi grozi sprawa w sądzie.
| "Sprawa trafiła do prokuratury" | fot. TVN Warszawa |
- Jutro skierujemy wniosek do wójta gminy o tymczasowe odebranie tych zwierząt. Sprawa trafiła już do prokuratury i właścicielowi zwierząt zostaną postawione zarzuty - mówił w studiu TVN Warszawa Mateusz Janda ze Straży dla Zwierząt.
Kara, jaka może spotkać człowieka odpowiedzialnego za męczarnie krów, jest stosunkowo niska.
- Maksymalnie jest to rok więzienia - mówi Janda. Większość wydawanych w podobnych sprawach wyroków zostaje jednak wydana w zawieszeniu. Często kończy się tylko na grzywnie.
Potrzebna pomoc
Walka o życie zamęczonych krów wciąż trwa. Choć zwierzęta umieszczono już w bezpiecznym miejscu, cały czas wymagają intensywnej opieki. - Są odwodnione i skrajnie wygłodzone. Bardzo prosimy Państwa o pomoc w pozyskaniu słomy, siana, owsa do wykarmienia tych zwierząt - pisze na forum
tvnwarszawa.pl Zbigniew Gruda, rzecznik Straży dla Zwierząt.
Dziewięć uratowanych w środę krów to tylko część zwierząt na utrzymaniu straży. Wolontariusze apelują więc o pomoc. Pieniądze można przelewać na konto 68 1090 1753 0000 0001 0806 5211.
Małgorzata Walczak
mwap/roody