Koniec z kontrowersyjnym regulaminem wynagradzania pracowników monitoringu miejskiego. W poniedziałek wejdzie w życie nowy, w którym nie będzie już podziału na bardziej lub mniej istotne przestępstwa zarejestrowane przez oko kamery. Zmienią się też zasady premiowania operatorów.
O kontrowersyjnych premiach dla pracowników monitoringu portal tvnwarszawa.pl pisał już w grudniu. Uwagę na regulamin zwrócił znany prawnik Piotr Waglowski, który opisał na swojej
stronie internetowej zasady wynagradzania i premiowania pracowników Zakładu Obsługi Systemu Monitoringu w Warszawie.
Teraz pracownik monitoringu będzie otrzymywał 20-proc. premię stałą i liczony od tej samej podstawy maksymalnie 30-proc. dodatek za wyniki w pracy.
Jacek Gniadek, dyrektor ZSOM
Do tej pory pracownicy dostawali premie za zarejestrowanie określonych zdarzeń. Np. za zaobserwowanie gwałtu, kradzieży lub włamania można było dostać 15 punktów. Nie przyznawano ich jednak za to, że pracownik zapobiegł zdarzeniu. Zdaniem Waglowskiego taki system nagród zachęcał do czekania z interwencją, aż zwykła zaczepka przerodzi się w rozbój czy gwałt.
- Jeśli zbiera się punkty za gwałty, morderstwa i pobicia, a nie dostaje się punktów za zapobieganie, to tylko frajer będzie zapobiegał. Reszta będzie czekała i przypatrywała się, jak biją, gwałcą i mordują, by móc w tabelce wpisać punkty zliczane do premii - pisał Piotr Waglowski.
Rzecznik wkracza do akcji
Sprawą regulaminu zainteresował się rzecznik praw obywatelskich. I to jego interwencja przyczyniła się do zmian.
- Nie uzależniamy wysokości premii danego pracownika od jego efektywności w stwierdzaniu i rejestrowaniu już dokonanych przestępstw i wykroczeń, ale od wykrywalności zamiarów ich popełnienia - zapewniał Jacek Gniadek, dyrektor Zakładu Obsługi Monitoringu Miejskiego. Przyznawał jednak, że dla osób z zewnątrz dzielenie poszczególnych przestępstw na więcej i mniej punktowane może wydawać się anachroniczne i kontrowersyjne. Gniadek obiecał, że to się zmieni.
Nowy regulamin jest już gotowy i najprawdopodobniej zacznie obowiązywać od najbliższego poniedziałku. - Będą oceniane działania właśnie takie, które pozwalają przy dużym doświadczeniu wyczuć intencje podejrzanej osoby, że ktoś się źle zachowuje, lub po prostu podejrzanie - mówi Jacek Gniadek.
- Trwają ostatnie poprawki. Zawartość merytoryczna jest już gotowa - mówi Jacek Gniadek w rozmowie z "Dziennikiem". Teraz pracownik monitoringu będzie otrzymywał 20-procentową premię stałą i liczony od tej samej podstawy maksymalnie 30-proc. dodatek za wyniki w pracy.
Nie będzie już podziału na bardziej i mniej istotne przestępstwa. Przy obliczaniu premii brane pod uwagę będą wszystkie zgłoszenia o podejrzanej sytuacji dostrzeżonej na monitorze, do których wyjedzie policja lub straż miejska. Liczone też będą przypadki, kiedy patrolowi nie udało się dojechać na czas, ale dzięki materiałom dostarczonym przez pracownika monitoringu, uda się ustalić tożsamość sprawców.
Nie skrzywdzą pracowników
Przy przyznawaniu dodatku będą brane pod uwagę także inne czynniki.
- Przełożony, czyli kierownik sekcji, raportować będzie też o tym, czy dana osoba ma dobry kontakt z kolegami z pracy i z chęcią im pomaga, chociażby zamieniając się dyżurami - referuje Gniadek.
- Trzeba być bardzo cierpliwym, bo człowiek traci pewność siebie, że dwa tygodnie nic się nie wypatrzyło, no ale trzeba być cierpliwym w tej pracy - opowiada o pracy w monitoringu Andrzej Komoniuk.
Dlaczego ratusz nie zdecydował się na rezygnację z systemu motywacyjnego? Zdaniem szefostwa miejskiego biura bezpieczeństwa, jego brak mógłby spowodować, że pracownicy nie przykładali się do pracy i po prostu przysypiali nad kamerami.
- Zlikwidowanie dodatku motywacyjnego byłoby krzywdzące dla tych pracowników, którzy wkładają w swoją pracę dużo energii - tłumaczy Ewa Gawor, szefowa miejskiego biura bezpieczeństwa.
Tomasz Czukiewski
bolo/roody