Kapitan Sowa, major Downar czy porucznik Borewicz to tylko niektóre gwiazdy miejskiej powieści milicyjnej, która w czasach PRL był rozrywką dla milionów czytelników. Ukazywały się nakładach sięgających 300 tysięcy egzemplarzy. Grupa zapaleńców z Warszawy postanowiła odkurzyć nieco zapomniane książki.
Były hitem PRL-u, teraz zostały wyparte przez seriale telewizyjne. O losach dzielnych milicjantów pamiętają tylko niektórzy. Fascynaci tej literatury skupili się w MOrd-zie, czyli klubie Pasjonatów Polskiej Powieści Milicyjnej.
- Wznawiamy stare kryminały, a niektóre unikaty wydajemy po raz pierwszy - mówi "Rytmowi Miasta" Grzegorz Cielecki, prezes MOrd-u.
Smaczki ważniejsze niż morderstwa

Żołnierze GROM-u w Powstaniu Warszawskim
Wyobraźmy sobie taki scenariusz. Na kilka dni przed wybuchem Powstania Warszawskiego ląduj...
więcej»Jeśli ktoś przypomniał sobie o zakurzonych książkach o milicji, które leżą gdzieś na strychu i chce przystąpić do klubu - nic prostszego. Wystarczy mieć choć jeden tytuł i udostępnić go pozostałym klubowiczom.
- To stowarzyszenie różnych ludzi, w różnym wieku, którzy lubią czytać książki – Bartek Brzózka, członek MOrd-u. - Tego się nie czyta tak jak Agathy Christie, żeby znaleźć zagadkę kryminalną. Tu są pewne smaczki, można się dowiedzieć np. co ludzie pili, czym jeździli w tym czasie – dodaje.
Działalności klubu kibicują autorzy powieści milicyjnej. Pisarka Hanna Sekuła nie raz spotykała się z jego członkami.
Tajniki dobrego kryminału
Gość niedzielnego "Rytmu Miasta" ujawniał tajniki pisania kryminałów.
- Pisanie kryminałów jest w gruncie rzeczy robotą rzemieślniczą, w które powinny być przestrzegane pewne reguły. Bohaterem powinien być samotnik, facet po przejściach. Konwencje gatunkowe ułatwiają skonstruowanie bohatera – twierdzi Mariusz Czubaj, autor kryminałów, dziennikarz.
| Mariusz Czubaj i Bartek Brzózka gośćmi "Rytmu Miasta" | fot. TVN Warszawa |
Maciej Krawczyk
bako/mz