Stołeczni policjanci znaleźli w Dzień Niepodległości cztery paczki, w których miały znajdować się bomby. Okazało się jednak, że były to tylko atrapy. - W żadnym ze wskazanych miejsc nie znaleziono ładunków wybuchowych - mówi w rozmowie z tvnwarszawa.pl Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji.
- Otrzymaliśmy informację o podłożonych ładunkach wybuchowych w kilku miejscach Warszawy - informuje Szyndler i podkreśla, że w żadnym ze wskazanych miejsc nie znaleziono nic niebezpiecznego. - To nawet trudno nazwać atrapą. To zwykłe pudełka - tłumaczy.

14 zatrzymanych po zamieszkach w centrum
Na ulicy Senatorskiej doszło w środę do konfrontacji policji z grupą kilkudziesięciu anarc...
więcej»
To tylko atrapy
Paczki leżały na trasie demonstracji narodowców, w okolicach Placu Zamkowego, oraz na ulicy Senatorskiej. Wszystkie opakowane były w biały papier i opatrzone napisem "nie dotykać". Zajęli się nimi saperzy.
Jak przyznaje policja wszystko wskazuje na to, że odpowiedzialni za "bombowe zamieszanie" są anarchiści, którzy starali się nie dopuścić do demonstracji Obozu Narodowo Radykalnego.
Zamieszki na Senatorskiej Otrzymaliśmy informację o podłożonych ładunkach wybuchowych w kilku miejscach Warszawy.
Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji
To właśnie próba zablokowania demonstracji narodowców była przyczyną zamieszek w centrum miasta. Do starcia doszło tuż przed godz. 15.00. Anarchiści zablokowali ulicę Senatorską przy pl. Bankowym, którą miała przejść demonstracja.
Według świadków sytuacja była na tyle groźna, że funkcjonariusze użyli gazu. Sami policjanci dementują te informacje. - Do tej pory nie dostałem sygnału, że którykolwiek z policjantów biorących udział w akcji użył gazu - przekonuje Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji. W wyniku starć zatrzymano kilkanaście osób. - Wśród nich mogą być osoby odpowiedzialne za podłożenie atrap - przyznaje policja.
Andrzej Rudnicki
par