W piątek rano kierowcy na Trasie Toruńskiej skarżyli się na korki. Po południu było jeszcze gorzej. Musieli zmierzyć się z prawdziwym drogowym paraliżem. Podróż odbywała się w żółwim tempie. Wszystko przez zamknięty wiadukt w stronę Marek.

Remont Trasy Toruńskiej: Wyjazd z Tarchomina jeszcze trudniejszy
Zaczęły się poważne utrudnienia związane z przebudową Trasy Toruńskiej. Od czwartkowego wi...
więcej»
Sytuacja na Trasie Toruńskiej była fatalna. Sznur samochodów po lewej stronie Warszawy ciągnął się aż od Bemowa. Rano korek tworzył się w drugą stronę.
Znacznie sprawniej odbywał się ruch na trasie na wysokości Jagiellońskiej. Kierowcy cały czas jadą w korku, jednak trudno mówić o paraliżu.
Od czwartkowego wieczora kierowcy nie mogą wjechać na południowy wiadukt Trasy AK, a ruch z Tarchomina w stronę Marek jest kierowany po ślimaku od strony centrum. Takie rozwiązanie korkuje Trasę AK. Utrudnienia potrwają do czerwca 2010 roku.
Po moście Syreny
W czwartek od godziny 22 drogowcy zamknęli południowy wiadukt nad ulicą Jagiellońską. Ruch samochodów i autobusów w stronę Bródna i Marek został skierowany na istniejący już równoległy wiadukt.
Zmieniła się również zasada skrętu z ulicy Modlińskiej na Trasę Toruńską w kierunku Marek. Kierowcy jadą przejazdem sterowanym sygnalizacją świetlną i skręcają z Modlińskiej w lewo na "ślimak" dla jadących od strony ronda Starzyńskiego. Oznacza to, że kierowcy jadący z obu kierunków muszą zmieścić się na jednym wiadukcie.
Nowa organizacja ruchu spowodowała sporo zamieszania. Część kierowców próbowała łamać zakazy i wjeżdżać w zamknięte ulice. Problemy mieli także pasażerowie komunikacji miejskiej, ponieważ na czas remontu przystanki autobusowe zostały przeniesione.
- To jest pierwszy wiadukt, który został zamknięty. W sumie jest ich cztery i będą sukcesywnie zamykane - zapowiada Małgorzata Tarnowska z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Przebudowa całej trasy potrwa do 2012 roku.
Filip Chajzer
mjc/mwap