- Od dwóch tygodni metro w godzinach porannych w kierunku Kabat jedzie bardzo długo - pisze do Miejskiego Reportera zaniepokojona internautka. - Rzeczywiście otrzymujemy od pasażerów podobne skargi - potwierdza w rozmowie z portalem tvnwarszawa.pl Krzysztof Malawko, rzecznik metra i dodaje, że za poranne opóźnienia winę ponoszą... sami pasażerowie.
- Z Wawrzyszewa do Politechniki jechałam dziś 22 minuty, wczoraj pół godziny. Normalny czas jazdy, według rozkładu to nieco ponad 16 minut. I tak jest codziennie. Stoi na wszystkich stacjach po kolei po 1, 2 minuty – pisze
Ena na skrzynkę
warszawa@tvn.pl.

"Deptali sobie po głowach, wyzywali się nawzajem"
W godzinach szczytu nerwy czasem puszczają. Nie trzeba do tego nawet awarii metra. A jak j...
więcej»
Najgorzej jest rano
- To prawda. W ostatnim czasie metro rano kursuje ze sporymi opóźnieniami. Najgorzej jest między 7:30 a 8:00 – przyznaje Malawko.
Od kilku dni pracownicy stale monitorują sytuację. Sprawdzane są nagrania z monitoringu, a rzecznik postanowił nawet osobiście sprawdzić, co się dzieje. Pierwsze wnioski już znamy.
- Powodów porannych kłopotów jest kilka – tłumaczy Malawko. - Pierwszy z nich to większa liczba pasażerów. W porównaniu z wrześniem z metra korzysta o 70 tys. osób więcej. Dziennie podziemną kolejką podróżuje już ponad pół miliona osób - informuje.
Brakuje życzliwości
Kolejny powód to brak wyobraźni i zwykłej ludzkiej życzliwości. - Ludzie za wszelką cenę chcą być jak najbliżej drzwi, w efekcie blokują je. Z otwartymi skład nie ruszy. Miejsca było sporo, bo ja w tym czasie stałem kilka metrów dalej i bez problemu mogłem przeczytać gazetę – dodaje rzecznik.

Miejska dżungla wyzwala agresję
Do szkoły, do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Bez względu na to, jaki jest cel naszej...
więcej»
– Problemem są również osoby, które ustawiają się zbyt blisko krawędzi peronu. Maszynista widząc niebezpieczną sytuację nie ruszy, nie zaryzykuje zdrowia, czy życia pasażerów – dodaje.
Jak tłumaczy, często zdarza się, że nie pomagają nawet komunikaty głosowe. - Osobiście byłem świadkiem, jak mimo informacji, że następny skład będzie za dwie minuty, ludzie na siłę pchali się do wagonów. Nie reagowali także na komunikaty głosowe, by nie blokowali odjazdu metra – opowiada Malwko.
Przewidziany czas postoju składu na stacji to 30 sekund. - Wystarczy, że odjazd jest opóźniony o minutę na dwóch, czy trzech stacjach. W efekcie na czwartej stacji opóźnienie wynosi już dwie, trzy minuty – wyjaśnia i dodaje, że bardzo trudno jest nadrobić stracony czas. - Składy muszą zachować między sobą pewien odstęp bezpieczeństwa.
To nie pierwszy raz
Problem braku wzajemnej życzliwości, czy kultury w komunikacji miejskiej pojawia się nie po raz pierwszy. Na początku września na forum tvnwarszawa.pl żywo komentowano list internauty, który nie mógł się nadziwić, jakie emocje obudziły się w tłumie czekających na peronie pasażerów, kiedy w metrze zepsuł się jeden pociąg:
- Banalna awaria wystarczyła, by z pozoru kulturalni ludzie stracili wszelkie hamulce - pisał wówczas na platformę Kontakt 24. - Jechałem metrem z Młocin do Dworca Gdańskiego - relacjonował internauta. - Na stacji okazało się, że metro ma kilkuminutowe opóźnienie. Na peronie był tłum ludzi. Podjechał wagonik. WSZYSCY wsiedli. Deptali sobie po głowach, wyzywali się nawzajem. Przepychali się, miażdżyli. Z każdą stacją do wagonika wsiadało coraz więcej ludzi - pisał.
Także wyniki sondy nie pozostawiają wątpliwości, czy warszawiacy są wobec siebie uprzejmi. Ponad 70 procent osób, które odpowiedziały na to pytanie twierdzi, że podobne sytuacje, jak ta z początku września, zdarzają się bardzo często.
par/roody