Około godziny 8 rano, do oddziału poczty przy ul. Powstańców Śląskich weszło trzech zamaskowanych mężczyzn. Przedmiotami przypominającymi broń sterroryzowali pracowników i zażądali pieniędzy. Na szczęście jeden z pracowników poczty włączył alarm, co skutecznie wystraszyło rabusiów.
- Mężczyźni przedmiotem przypominającym broń sterroryzowali pracowników i zażądali pieniędzy - powiedziała na antenie TVN Warszawa, Dorota Tietz, z biura prasowego Komendy Stołecznej Policji.
W placówce zadziałał system alarmowy, to skutecznie przestraszyło bandytów, którzy wybiegli z urzędu i w popłochu uciekli samochodem.
- Wybiegając zdjemowali kominiarki i wsiedli prawdopodobnie do samochodu marki skoda albo ford - relacjonuje Piotr, świadek napadu.
Policja szuka sprawców i potwierdza - był to ford mondeo. Znaleziono go kilka ulic dalej. Pies tropiący nie podjął jednak śladu przestępców.
- Jeśli bandytów nie uda się złapać w pierwszym momencie, to zaczyna się żmudna praca, analiza materiału dowodowego. Za pewne wieczorem będziemy wiedzieć o nich coś więcej - mówił na antenie TVN Warszawa Marcin Szyndler z Komendy Stołecznej Policji.
| Świadek opowiada o napadzie | TVN Warszawa |
Pierwszy napad na pocztę
To pierwszy w tym roku napad na pocztę w stolicy. Dotąd rabusie okradali banki. W tym roku napadów na placówki bankowe było już 19. Najczęściej były okradane placówki PKO BP i Millennium.
- Policja wykryła już ośmiu sprawców napadów - podkreśla komisarz Marcin Zimoń z wydziału prewencji KSP. - Ważną sprawą jest zabezpieczenie placówek. Najbardziej zagrożone są małe placówki, na uboczu, pozbawione ochrony. Na nich powinni się skupić właściciele - dodał.
"Nie zgrywać bohatera"
Co robić, na widok "przedmiotu przypominającego broń", jak w policyjnym żargonie określa się narzędzia tych przestępstw?
- Zachowujmy spokój, nie chowajmy rąk, nie prowokujmy, nie wykonujmy gwałtownych ruchów. Ważne jest przeczekanie zdarzenia, a poszukiwanie sprawcy to sprawa policji - podkreśla Zimoń. - Nasze zdrowie jest ważniejsze od naszych pieniędzy. Warto jednak postarać się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Jak jest ubrany, czy ma tatuaże. Ale absolutnie nie zgrywać bohatera! - apelował.
Monitoring to nie wszystko
- Jednostki bankowe i pocztowe są coraz bardziej narażone, a napady coraz bardziej zuchwałe - przekonywał kolejny Jan Grusznic, ekspert od systemów zabezpieczeń. - Banki mają tendencję do prewencji. Kamera, nawet nie działająca, działa w ten sposób. Natomiast unowocześnianie wiąże się z wydatkami. A złodziej nie będzie miał większego problemu z oceną, czy system w danym banku jest skuteczny, bo producenci udostępniają takie dane np. w formie szkoleń. A uczestników trudno weryfikować, nie mamy takiej możliwości - tłumaczył.
Jego zdaniem w każdym banku powinno być kilka systemów. Po pierwsze, wizyjny, umożliwiający zidentyfikowanie napastnika. Alarmy wymagają już od pracodawcy szkolenia pracowników, by ci umieli zachować się odpowiednio w sytuacji napadu. Dodał, że w szkolnej skali warszawskie banki zabezpieczone są najwyżej na trójkę.
bf/roody