Listy rezerwowe w stołecznych żłobkach pękają w szwach. Tymczasem miasto tłumaczy, że robi co może i sytuacja się poprawi. - Z 3 tys. oczekujących obecnie dzieci we wrześniu planujemy przyjąć jeszcze około 1600 - zapewnia w "Witaj Warszawo" Bożena Przybyszewska, dyrektor Zespołu Stołecznych Żłobków. Wyjściem dla rodziców jest zapisanie dziecka do prywatnego żłobka. Tu znalezienie miejsca jest o wiele łatwiejsze. Tyle, że taki luksus kosztuje nawet 1200 zł miesięcznie.
Mimo, że prywatne żłobki są droższe od państwowych, to również do nich chętnych nie brakuje.
- Oddanie dziecka do jakiejkolwiek placówki dla rodziców jest najważniejszą decyzją w życiu. Pierwszą poważną decyzją, jaką podejmują w związku ze swoim skarbem. Rodzice są w stanie zapłacić duże pieniądze, jeśli są przekonani, że żłobek jest bezpieczny i fajny - zapewnia Katarzyna Kossakowska, właścicielka prywatnego żłobka.
Pomysł na własny żłobek
Kossakowska założyła własny żłobek, bo nie znalazła miejsca dla swojego dziecka w publicznym. W tej chwili w jej placówce jest 30 maluchów.
Założenie żłobka to duża inwestycja i sporo formalności. Adaptacja lokalu to koszt od kilkunastu do kilkuset tysięcy złotych. Musi posiadać samodzielną kuchnię, bawialnię i sypialnie. Kolejne kilka tysięcy wydamy na meble i zabawki.
Choć założenie prywatnego żłobka nie jest proste, to ta branża ciągle się rozwija. Powód jest oczywisty - w państwowych żłobkach wciąż brakuje miejsc.
Wysłanie swojej pociechy do takiego żłobka to jednak spory koszt. Opłata to miesięcznie od 800 do 1200 zł. Do tego trzeba jeszcze doliczyć jednorazowe wpisowe od 500 do 1000 zł. Tymczasem opłata za żłobek publiczny to miesięcznie zaledwie 200 zł.
Mini-żłobki na pomoc
Urzędnicy starają się znaleźli sposób na zwiększenie liczby miejsc. Rozpoczęli program otwierania mini-żłobków czyli filii żłobków-matek. Dzięki temu co roku przybywa prawie 200 miejsc dla maluchów. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb. Na listach rezerwowych cały czas czeka przynajmniej 3 tysiące rodziców.
| Urzędnicy uspokajają - będzie więcej miejsc | Fot. TVN Warszawa |
W rozmowie w porannym programie TVN Warszawa Bożena Przybyszewska - dyrektor Zespołu Stołecznych Żłobków - uspokajała i zapewniała, że miasto robi co może, żeby sytuacja się zmieniła.
- Od 2005 roku przygotowywaliśmy się do tego wyżu. Wtedy było 2500 miejsc, teraz jest ich 3300. Z mojej inicjatywy powstał publiczny żłobek na Białołęce. W czerwcu budynek będzie oddany - przekonuje. - Z trzech tysięcy oczekujących maluchów, we wrześniu planujemy przyjąć jeszcze około 1600 dzieci – zapewnia i dodaje, że co roku przybywa około 200 - 300 nowych miejsc w żłobkach.

Prawie jak w PRL: 17 godzin w kolejce społecznej do żłobka
Całą noc musieli czekać rodzice, by zapisać swoje dziecko do żłobka na ul. Skarżyńskiego n...
więcej»
Nie masz kasy, stój w kolejce
- To są nienormalne sytuacje. Zmuszanie ludzi do tego, żeby stali całą noc, po to, co im się zwyczajnie należy - czyli miejsca dla ich dzieci w żłobkach - odpowiada w "Witaj Warszawo" Agnieszka Rayzacher, która stała w gigantycznej kolejce do żłobka przy ulicy Skarżyńskiego na Ochocie. - Jesteśmy na liście rezerwowej, nie wiem, czy się dostaniemy, musimy czekać. Mam nadzieję, że do września coś się zmieni i znajdziemy swoje miejsce - nie kryje goryczy.
Problem przez lata
Mała liczba miejsc w żłobkach to problem, z którym rodzice będą musieli się mierzyć przez lata. Dekadę temu do dyspozycji rodziców było ponad 100 takich placówek, ale przyszedł niż demograficzny i wiele zlikwidowano. Tego, że nadejdzie baby-boom nikt nie przewidział. Dziś żłobków jest ponad dwa razy mniej, a maluchów coraz więcej.
mdaw/roody