Gdyby na ulicy zaczepiono kogoś z nas prosząc o dane osobowe - większość z nas odwróciłaby się na pięcie lub wezwała policję. Ale te same dane dobrowolnie udostępniamy w internecie i nie mamy już żadnych obaw. Dlaczego jesteśmy tak wylewni? Odpowiedzi szukaliśmy w programie "Miejski Reporter".
- Nadmierna wylewność bierze się z nieświadomości. Ludzie nie korzystają z wszystkich możliwości zachowania prywatności, które oferują portale - wyjaśniał dr Jan Zając z Uniwersytetu Warszawskiego.
Badacz i znawca blogosfery powiedział też o zjawisku rozhamowaniu. To sytuacja, w której znikają opory, kiedy mówimy o sobie znacznie więcej niż w życiu realnym.
- Polscy internauci mają mały staż i niskie kompetencję. Tych, którzy używają internetu od końca lat 90. jest raptem kilkanaście procent - mówi Zając.
Są oczywiście miejsca, gdzie anonimowość, wręcz nie jest wskazana np. serwisy dla ludzi szukających pracy czy chcących pochwalić się swoimi dotychczasowymi osiągnięciami zawodowymi. Są one coraz popularniejsze.
- Jednak trend do kontrolowania informacji o sobie w internecie będzie coraz wyraźniejszy - przekonuje dr Jan Zając.
- Wylewność rodzi wiele problemów, ale nasza obecność w sieci jest zasadniczo czymś dobrym, więc nie można z niej rezygnować, ale korzystać w świadomy sposób - mówi Małgorzata Szumańska z fundacji Panoptykon, znanej z walki ze spersonalizowanymi kartami miejskimi.
| Małgorzata Szumańska | fot. TVN Warszawa |
bako