Opcje drukowania: Tylko tekst  |  Pełna wersja

Sushi pod palmą na Polu Mokotowskim

11:46 30.09.2009 / tvnwarszawa.pl
Sushi pod palmą na Polu Mokotowskim
Takie palmy rosną tuż obok Pola Mokotowskiegofot. Karol Kobos / tvnwarszawa.pl
Kto z was wie, że tuż obok Pola Mokotowskiego rosną - i to od 80 lat - dwie potężne palmy daktylowe? Rosną tak dobrze, że trzeba było zbudować im nową, większą palmiarnię. Już za kilka dni w nowoczesnym pawilonie zaprojektowanym przez pracownię JEMS zjeść będzie można sushi.
Dla Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Ogrodniczych budowa palmiarni była z pewnością powrotem do historycznych korzeni. Firma od wielu lat zajmuje się bowiem już nie tylko hodowlą roślin - jest też jednym z bardziej znanych deweloperów, zabudowującym tereny sąsiadujące z Polem Mokotowskim. Wart 10 milionów złotych budynek powstał w miejscu, gdzie jeszcze dwa lata temu stał niszczejący pawilon sprzed 80 lat. Teraz zastąpiła go nowoczesna konstrukcja z komputerowo sterowanym systemem odpowiadającym za każdy parametr "pogody" we wnętrzu: oświetlenie, temperaturę i wilgotność. W tej egzotycznej atmosferze tropikalnego lasu już niedługo zjeść będzie można równie egzotyczne potrawy z Azji - w przyszłą środę swoją filię otworzy tu restauracja Izumi Sushi.

Pawilon stoi przy ulicy Żaryna, niemal na podwórku jednego z etapów osiedla Przy Oranżerii. Tak jak osiedle, zaprojektowany został przez architektów z warszawskiej pracowni JEMS. Jest znacznie większy od oryginalnej palmiarni. I nic dziwnego - w starej wiekowe drzewa już dawno przestały się mieścić. Przebijały się przez dach i opierały o metalową konstrukcję. Właśnie z tego powodu stołeczny konserwator zabytków zgodził się na jego rozbiórkę.

- Konstrukcja jest w naszym magazynie. Wciąż zastanawiamy się, gdzie go odtworzyć, ale decyzja jeszcze nie zapadła - zapewnia Andrzej Ners, prezes MPRO.

Mieszkania z widokiem na palmy

Od strony wejścia na osiedle budynek ukryty jest za naturalnym parawanem drzew bardziej typowych dla tej strefy klimatycznej. Drewniany podest i drewniany dach nad wejściem nadają konstrukcji lekkości, choć to, co kryje się za drzewami może w pierwszej chwili zaskoczyć swoją skalą. To wrażenie pogłębia się, gdy szklane ściany zasłonięte są od wewnątrz przytrzymującymi ciepło żaluzjami. Skala nie przypadła do gustu mieszkańcom osiedla, których okna wychodzą na budynek.

- Za kilka dni przekonają się, że nie mają czego żałować - zapewnia Ners. - Wręcz przeciwnie, to będzie dodatkowa atrakcja, szczególnie wieczorem, gdy żaluzje będą odsłonięte, a palmy i drewniana konstrukcja pawilonu oświetlona. Nawet zimą poczują się jak w tropikach - zapewnia.
Budynek nie mógł być niższy - łatwiej to zrozumieć wchodząc do środka. Potężne drzewa już dziś wypełniają większą część przestrzeni. A klimat w nowoczesnym wnętrzu służy im tak dobrze, że opiekujący się nimi ogrodnicy będą prawdopodobnie musieli spowalniać wzrost palm, by i ten budynek za kilkanaście lat nie okazał się zbyt mały. Na razie drzewa się aklimatyzują. Od wiosny do jesieni 2008 roku stały na dworze, opatulone folią, osłonięte rusztowaniami. Nad nimi trwał najpierw demontaż starej konstrukcji, potem - budowa nowej. Musiała być gotowa jesienią, bo zimy palmy by nie przetrwały.

- Udało nam się zdążyć na czas. Podłączyliśmy tymczasową instalację cieplną i przez całą zimę trwały prace nad właściwymi instalacjami, a potem wykończeniowe - relacjonuje Ners.

Konstrukcja pawilonu nie jest już stalowa. Zastąpiły ją potężne drewniane filary i belki sufitowe. Wykonano je ze skandynawskiego świerku, a deski sklejane były w Niemczech. Stamtąd przyjechały już jako gotowe elementy. Ta drewniana rama została obłożona szkłem - gdy żaluzje są podniesione i ukryte w poziomych elementach konstrukcji, całość w naturalny sposób komponuje się z wypełniającą wnętrze zielenią. Nie mogło jednak zabraknąć charakterystycznych dla JEMS-ów elementów, takich jak stalowe barierki i pomosty. Z zewnątrz, z tyłu do pawilonu przyklejony jest mniejszy pawilon z zapleczem technicznym i kuchnią, z jasną elewacją i ciemnymi obramowaniami okien, wpasowujący się w architekturę okolicznych osiedli i biurowców.

Skąd palmy na Mokotowie?

Historia mokotowskiej palmiarni sięga 1878 roku. To właśnie wtedy, 20 lutego w Czastarach pod Wieluniem na świat przychodzi Józef Leon Danielewicz. Po ukończeniu szkoły średniej w Łodzi i praktyki w szkole ogrodniczej w Warszawie, rusza w wielką podróż po Europie. Uczy się sztuki ogrodnictwa i projektowania parków w Czechach, Niemczech, Francji i Anglii. Pracuje m.in. w Paryskim Ogrodzie Botanicznym. Wreszcie - dzięki stypendium Warszawskiego Towarzystwa Ogrodniczego - podejmuje studia na Sorbonie.

W 1909 roku wraca do Warszawy i podejmuje pracę jako ogrodnik dzielnicowy. Dogląda m.in. Ogrodu Saskiego, wykłada w Wyższej Szkole Ogrodniczej w Warszawie powołanej do życia w 1916 roku, a w 1921 przekształconej w Wydział Ogrodniczy SGGW. W 1920 roku Danielewicz wygrywa konkurs na stanowisko dyrektora Sekcji Ogrodniczej Technicznego Zarządu Miejskiego w Warszawie. Przekształca go następnie w Wydział Ogrodniczy podległy bezpośrednio prezydentowi miasta. Instytucja projektuje i odnawia warszawskie parki - m.in. Traugutta, Żeromskiego, Sowińskiego, Dreszera, Skaryszewski oraz Ogród Zoologiczny. Dzięki niej Warszawa uzyskuje też na własność tereny dzisiejszych rezerwatów - Lasu Bielańskiego, Kabackiego i Kampinoskiego Parku Narodowego.

W latach 30. wspólnie z prezydentem Stefanem Starzyńskim Danielewicz promuje akcję "Warszawa w kwiatach", dzięki której stolica Polski tonie w przepięknej zieleni, a planowanie ogrodów i samo ogrodnictwo stają się modnymi i prestiżowymi zajęciami. Rośliny do urządzania miejskich parków i ozdabiania stołecznych ulic hodowane są właśnie na pograniczu Mokotowa i Ochoty. To tu, na 20 hektarach ulokowano w latach 20. miejski Zakład Hodowli Roślin. Przy ulicy Chodkiewicza 11 powstał otoczony francuskim ogrodem kompleks szklarni i szkółek. W samym centrum stanęła palmiarnia. Uroczyste otwarcie pawilonu odbyło się 29 listopada 1929 roku. We wnętrzu posadzono m.in. palmy daktylowe, bananowce i figowce.

Kierowany przez Danielewicza zakład działa do września 1939 roku. Zapisuje piękną kartę w czasie hitlerowskiej okupacji - daje zatrudnienie profesurze warszawskiej SGGW. Naukowcy prowadzą tu tajne nauczanie. W czasie Powstania Warszawskiego szklarnie zostają zniszczone, ale palmiarnia i jej roślinność cudem przetrwały.

Po wojnie zakład - już jako Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Ogrodniczych - dalej produkuje rośliny dla Warszawy. Krzewami z Mokotowa obsadzana jest m.in. Trasa Łazienkowska. W tym czasie zakład produkuje 120 tys. roślin rocznie. W 1993 MPRO zostaje przekształcone w spółkę miejską. Hodowla trafia poza Warszawę, a 20 hektarów w sąsiedztwie Pola Mokotowskiego zmienia się w działki budowlane. MPRO buduje na nich osiedle Przy Oranżerii.

Jedna z uliczek na osiedlu od zeszłego roku nosi imię Leona Danielewicza.

Karol Kobos
« powrót