- Wypad z samochodu, atak, gleba - opisuje poranną akcję strażników miejskich i policjantów jeden ze świadków. Funkcjonariusze zlikwidowali nielegalne targowisko na rogu Bonifacego i Powsińskiej. Skończyło się bójką z handlarzami. Na miejsce przyjechało też pogotowie. - Funkcjonariusze działali przepisowo i bez zbędnej przemocy. Oskarżenia o zbędną brutalność to kłamstwa. To handlarze byli agresywni - zapewniają przedstawiciele straży.
Akcja policji i straży miejskiej zaczęła się przed godziną 10. Funkcjonariusze przyjechali na Sadybę, żeby usunąć straganiarzy z nielegalnego targowiska. Róg Bonifacego i Powsińskiej to miejsce dobrze znane strażnikom. Odwiedzali je regularnie i wielokrotnie karali handlarzy mandatami. Te nie robiły jednak na sprzedawcach większego wrażenia, bo nielegalny handel kwitł.

Truskawkowa wojna o Metro Centrum
Częste kontrole i wysokie mandaty - tak miasto próbuje zwalczać dziki handel. Nieskuteczni...
więcej»Rano o mandatach nie było już mowy - straż kazała handlarzom opuścić róg Bonifacego i Powsińskiej.
- To była zaplanowana akcja. Na miejsce przyjechało 19 osób: 4 urzędników z wydziału zezwoleń, 2 policjantów i 13 strażników - tłumaczą przedstawiciele straży miejskiej.
Sami wywracali stoiska
Nie wszyscy handlarze chcieli się poddać dobrowolnie. - Jeszcze zanim funkcjonariusze zdążyli do nich podejść, jeden z mężczyzn zaczął wywracać stoiska - relacjonuje w rozmowie z
tvnwarszawa.pl Jolanta Borysewicz z biura prasowego straży miejskiej. - Na ziemię poleciały śliwki i czereśnie. Wydawało się, że handlarze zaczęli się bić między sobą - potwierdzają widzowie TVN piszący na skrzynkę Kontakt 24. - Funkcjonariusze podbiegli i próbowali ich powstrzymać.
- Straż miejska wezwała wcześniej handlarzy do opuszczenia terenu. Odpowiedzią na apel były wyzwiska - zapewnia Borysewicz. Handlarzom kibicowali też niektórzy gapie. Funkcjonariusze zostali zwymyślani, wyzwani od bandytów i gestapo.

Handel kwitnie na ulicach, a bazary stoją puste
Liczyli i się doliczyli. 670 - dokładnie tyle jest wolnych miejsc na warszawskich bazarach...
więcej»- To handlarze byli agresywni. Kiedy strażnicy próbowali usuwać stoiska, zaczęli się z nimi szarpać. Jeden z funkcjonariuszy dostał pięścią w nos. Trzy najbardziej agresywne osoby trzeba było zatrzymać - tłumaczy strażniczka. Zabrała je policja. - Dziś będą przesłuchiwane - poinformował na antenie TVN 24 Jerzy Andruchów ze straży.
Zdaniem psycholog społecznego dr Joanny Heidtman, przewracanie własnych straganów mogło być odpowiedzią na zjawisko tzw. wrogich mediów. - Możliwe, że kupcom wydaje się, że media skrzywdziły ich relacjonując wydarzenia podczas eksmisji hali KDT na placu Defilad. Dlatego teraz próbują pokazać, że to oni są w tym konflikcie pokrzywdzeni - zastanawia się.
Handlarze: to nas skrzywdzono
Sami handlarze - i część świadków zdarzenia - o niepotrzebną brutalność oskarża z kolei funkcjonariuszy: - Wypadli z samochodu i bez żadnego ostrzeżenia zaatakowali tych ludzi. 19-latkowi tak wykręcili ręce, że mało ich nie połamali - relacjonował na gorąco mężczyzna jeden z handlarzy.
- To nieprawda, że funkcjonariusze zaatakowali handlarzy bez ostrzeżenia. Oczywiście, że najpierw poprosili ich o opuszczenie terenu. Siły użyli dopiero w obronie własnej - zapewnia jednak Borysewicz.
Część towaru została zarekwirowana przez urzędników. - Gdyby handlarze dobrowolnie opuścili teren, mogliby go zabrać ze sobą - twierdzi Andruchów.
- Problem z oceną takich wydarzeń na podstawie relacji świadków polega na tym, że większość ma już wyrobione zdanie na temat kupców. Ci, którzy uważają, że łamią prawo, będą interpretować fakty zgodnie ze swoimi przekonaniami i odwrotnie - podkreśla dr Heidtman.
mz/par
| Amatorski film z miejsca akcji | fot. Kontakt 24 / Pablo |
| Jeden z handlarzy opowiada o akcji | fot. TVN Warszawa |

Bójkę dokumentowała na zdjeciach straż miejska - fot. Krzysztof Mich / Straż Miejska

Handlarze sami przewracali stanowiska - fot. Krzysztof Mich / Straż Miejska

Urzędnicy zarekwirowali część towaru - fot. Krzysztof Mich / Straż Miejska

Kłótnia na targowisku - fot. Krzysztof Mich / Straż Miejska