- Zapisy do tych żłobków były zorganizowane źle - uznał w studiu TVN Warszawa Włodzimierz Paszyński, komentując dramatyczną sytuację rodziców, którzy na Targówku spędzili całą noc, aby zapisać swoje dzieci do żłobka. - Patrząc na materiał telewizyjny czułem oburzenie - dodał z kolei burmistrz dzielnicy Grzegorz Zawistowski.
Niemal dwustu rodziców przez całą noc koczowało pod trzema żłobkami na Targówku walcząc o miejsca dla swoich dzieci. Wszystko przez fatalną organizację zapisów do tych placówek. Kolejki pod żłobkami zaczęły się ustawiać już na kilkadziesiąt godzin przed rozpoczęciem zapisów.

Lecą głowy za chaos przy żłobkach na Targówku
Ponad doba czekania w długiej kolejce, kłótnie, omdlenia... Niemal dwustu rodziców przez c...
więcej»
Dyrektorka już zrezygnowała
- Zapisami do trzech żłobków na Targówku kierowali ludzie, których to rzeczywiście przerosło - zgodził się z opinią Paszyńskiego burmistrz Targówka, Grzegorz Zawistowski.
- Z całą pewnością można było to zorganizować dużo lepiej - przyznała samokrytycznie jeszcze w środę rano w rozmowie z TVN Warszawa Jolanta Lentowicz. - Pełniłam obowiązki dyrektora, ale dłużej nie zamierzam - zapowiedziała. Rezygnacji ze stanowiska złożyć jednak nie zdążyła. Ratusz nie czekał. Kilka godzin później wiceprezydent Jarosław Kochaniak złożył podpis pod jej odwołaniem.
Kto jest za to odpowiedzialny?
Czy winę za chaos na Targówku powinni ponieść również urzędnicy z biura polityki zdrowotnej, któremu podlegała dyrektor Lentowicz? Wiceprezydent Paszyński nie chciał odpowiedzieć na to pytanie. Stwierdził, że to było tego rodzaju wydarzenie, które powinno zostać załatwione na miejscu. - To nie wymagała żadnej innej akcji - stwierdził stanowczo.
- Żeby ustalić listę do żłobków nie trzeba prezydenta miasta tam na miejscu. Od tego są pracownicy, którzy mają określony zakres obowiązków i powinni je wykonywać - dodał Zawistowski. Jak twierdzi burmistrz Targówka, Lentowicz nie zgłaszała wcześniej, że nie radzi sobie z zapisami do żłobków.
Urzędnicy nie zareagowali na dramatyczną sytuację rodziców
- O całej sprawie dowiedziałem się we wtorek wieczorem i znałem całą sytuację głównie z perspektywy reportera TVN Warszawa - przyznał Paszyński.
- Jedyne co mogliśmy zrobić, to wysłać na miejsce strażników miejskich - dodał i uznał, że taka sytuacja już nigdy nie powinna się powtórzyć.
Problem z zapisami dotyczy trzech placówek należących do ZOZ-u na Targówku. Sytuacja wygląda tam tak dramatycznie, bo dzieci można zgłaszać tylko raz do roku. O przyjęciu decyduje data złożenia wniosku. Pozostałe placówki, zarówno prywatne jak i miejskie, zapisują dzieci przez cały rok.
Nie wszędzie wystarczy miejsc
Obecnie w Warszawie istnieje tylko 50 żłobków, choć 10 lat temu było ich jeszcze 100. Miasto jednak systematycznie je zamykało.- Przez wiele lat żłobki likwidowano. My próbujemy to przełamać - tłumaczy wiceprezydent Paszyński.
- To że miejsc w żłobkach jest mało wiemy od dawana, sytuacja w tym roku powinna być lepsza niż w poprzednich latach - powiedział wiceprezydent. - Taki moment, że ktoś zostanie z "kwitkiem" na pewno nastąpi, ale powinno się to zdarzać tylko w niektórych miejscach miasta - tam gdzie jest najwięcej nowych osiedli - zakończył.
mdaw/par