Podróż w kosmos? Nic trudnego! Taką wycieczkę mają już za sobą uczestnicy niezwykłego seansu ma Bemowie. Jak zapewniali organizatorzy, dzięki magii dźwięków gongów i wibracji mis tybetańskich, można się przenieść w inny wymiar.
Długie miesiące przygotowań, mnóstwo testów sprawdzających kondycję fizyczna i psychiczną, a przede wszystkim minimum 20 milionów dolarów. Tyle musi mieć w portfelu każdy turysta, któremu marzy się lot w kosmos.

"Łatwiej zadzwonić do astronauty niż do ZTM"
Rozmowa z astronautą przez telefon? Dzisiejsze doświadczenie Centrum Nauki Kopernik pokaza...
więcej»
W kosmos dźwiękiem
Tylko 21 złotych - tyle kosztuje lot w kosmos z wykorzystaniem tybetańskich mis i gongów, w który może zabrać nas Witold Jabloński, członek akademii wibracji i dźwięku.
- Łączymy się z kosmosem, czujemy go i pochłaniamy. Wszystko dzieje się samoistnie - opowiada Jabłoński.
Kosmos to jednak nie wszystko. Uczestnicy sobotniego seansu na Bemowie mogli za pośrednictwem mis i gongów tybetańskich trafić również w inne miejsca. Specjalista od dźwięków, zapytany o to, czy można przenieść się w inną czasoprzestrzeń odpowiada krótko: tak, ale podczas seansu to nie ma znaczenia gdzie się przeniesiemy.
Nie dla każdego W pewnym momencie mojej rozmowy z matką ziemią moje serce zrobiło się tak ogromne, że matka ziemia mi się w nim zmieściła.
Okazuje się, że nie każdy może wziąć udział w seansie, który odbywa się w jednym z bloków na Bemowie. Dlaczego? Według Jabłońskiego nie każdy jest w stanie zrozumieć, doświadczyć i poczuć to co będzie się z nimi działo.
Jak to wygląda?
Uczestniczy seansu muszą położyć się na podłodze. - To ze względu na bezpieczeństwo, ponieważ jest bezpieczniej - tłumaczy specjalista. Przeniesienie się w kosmos trwało dokładnie półtorej godziny i według uczestników przyniosło piorunujące efekt.
- Moje ciało rozbiło się na atomy. Jakby nadchodziła zagłada. Miałam rozmowy z matką ziemią - to tylko niektóre z wrażeń opisywanych przez uczestników.
Wizje i miejsca
Okazało się, że każdy w trakcie uderzenia w misy i gongi trafił w inne miejsce. - W pewnym momencie mojej rozmowy z matką ziemią moje serce zrobiło się ogromne tak, że matka ziemia mi się w nim zmieściła. Potem słyszałam pluskanie i wówczas z dłoni wyleciały mi malusieńkie ptaszki - kontynuuje swoją wizję jedna z biorących udział w seansie.
Leszek Dawidowicz
aq/par