Chciał ukraść drogiego jeepa – wpadł w ręce funkcjonariuszy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że 30-letni Rafał T. został już w tym roku, w czerwcu zatrzymany przez policję. I to po głośnej akcji z nocnym pościgiem, strzelaniną i staranowanym radiowozem. Okazuje się, że raptem pięć miesięcy później mężczyzna, który postawił na nogi stołeczną policję znów był na wolności i mógł kontynuować przestępczy proceder. Jakby tego było mało, sąd znów wypuścił go na wolność.
- O, znów słynny pan Rafał T. – zdziwiła się przedstawicielka prokuratury, kiedy zadzwoniliśmy do niej, żeby zapytać, jak to możliwe, że po takich wydarzeniach mężczyzna przebywa na wolności. 30-latek jest dobrze znany organom ścigania. Warszawiakom dał się poznać właśnie w czerwcu, odgrywając jedną z głównych ról w akcji, która jakby żywcem została wyjęta z gangsterskiego filmu.

Nocny pościg ze strzałami w tle
Pościg ulicami Mokotowa i strzały. W nocy z wtorku na środę policjanci próbowali zatrzymać...
więcej» 
Wjechał pod tramwaj, uciekł i... zgłosił kradzież auta
Dariusz T. zapamięta ten dzień na długo. Najpierw kierując pod wpływem alkoholu doprowadzi...
więcej» 
Podpalili samochód przed stacją metra
Przed godziną 15 niedaleko stacji metra Stare Bielany spłonął samochód. Ze wstępnych ustal...
więcej»
Nocny pościg
17 czerwca około godziny 1.20 w nocy na Trasie Siekierkowskiej policja próbowała zatrzymać do rutynowej kontroli audi, w którym siedziało trzech mężczyzn. Ich wóz nie miał tablic rejestracyjnych. Gdy tylko zobaczyli policjantów, zaczęli uciekać. Policjanci rozpoczęli pościg.
Na ulicy Czerniakowskiej przestępcy próbowali staranować policyjny wóz zagradzający im drogę. Policjanci zaczęli oddawać strzały ostrzegawcze. Dwa wymierzyli w samochód.
Bo ukradli paliwo
W końcu udało się złapać uciekinierów. Zatrzymano ich na ulicy Iwickiej. Kierowcę i pasażerów powalono na ziemię i skuto kajdankami. Po przewiezieniu przestępców do aresztu, okazało się, że wcześniej ukradli paliwo ze stacji benzynowej.
Prokuratura sprawdza
Zamiast odsiadywać jednak wyrok kradną kilka miesięcy później Jeepa grand cherokee. - To nie policja wypuściła ich na wolność - komentuje w rozmowie z tvnwarszawa.pl Anna Kędzierzawska z biura prasowego stołecznej policji.
Zatrzymanym wówczas mężczyznom postawiono zarzuty z art. 224 paragraf 2, oraz z art. 160 paragraf 1. Groziło im do 3 lat więzienia. - Nie stanowiło to niestety podstaw do wystąpienia prokuratora o zastosowanie środków zapobiegających, w tym aresztu - wyjaśnia Anna Lewandowska z prokuratury rejonowej Praga Południe. - Sprawa najprawdopodobniej jest jeszcze w sądzie - dodaje.
Faktem jest, że pięć miesięcy po
nocnym pościgu ze strzałami w tle ponownie trafiają w ręce policji.
| Policja w końcu dogoniła kierowcę | fot. i film internauta Grzegorz |
Kradzież Jeepa
W piątkowe popołudnie do jednego z komisów na Pradze Południe zgłosił młody człowiek, który chciał odbyć jazdę próbną wskazanym przez siebie samochodem.
Pracownik pojechał z nim na przejażdżkę, pozwolił również klientowi prowadzić auto. Kiedy wracali, przedstawiciel komisu wysiadł z samochodu, żeby wsiąść za kierownicę, a klient zamiast opuścić pojazd, nadepnął pedał gazu i uciekł.
Działał ze wspólnikiem To nie policja wypuściła ich na wolność.
Anna Kędzieżawska, stołeczna policja
Policjanci ustalili, że mężczyzna, który testował grand cherokee przyjechał do komisu z kolegą. Znajomy przez cały czas czekał na niego w audi A4. Ta informacja okazała się najbardziej pomocna w zatrzymaniu sprawców. Policjanci stołecznego wywiadu kilka godzin później zatrzymali audi w Śródmieściu. W samochodzie siedzieli ci sami mężczyźni, którzy wcześniej przyjechali do komisu.
30-letni Rafał T. od razu przyznał, że to on uciekł grand cherokee. Razem z 38-letnim Mirosławem K. wskazali miejsce, gdzie odstawili kradziony samochód. Obaj trafili do policyjnego aresztu.
Także tym razem zatrzymani wyszli na wolność. Sędzia nie zastosował wobec nich nawet dozoru policyjnego – poinformowało "Życie Warszawy".
par/roody