Wiceprezydent na rowerze, szefowa ZDM w metrze, a dyrektor ZTM w pociągu. Stołeczni urzędnicy świecili przykładem i we wtorek podczas Dnia Bez Samochodu swoje auta pozostawili w garażach.

Urzędnicy boją się gniewu pasażerów
Ratusz rezygnuje z konsultacji w sprawie komunikacji miejskiej w Warszawie, pisze "Gazeta ...
więcej»We wtorek warszawiacy mieli się przesiąść do komunikacji miejskiej. Jednak jak co dzień większość z nich wybrała podróż samochodem. Efekt? Takich korków stolica już dawno nie widziała.
Do pracy komunikacją miejską
Ci, którzy jednak zdecydowali się skorzystać z autobusu, czy tramwaju mogli we wtorek spotkać najważniejszych stołecznych urzędników.
Dobry przykład dawał szef Zarządu Transportu Miejskiego, Leszek Ruta. Z Legionowa do pracy wybrał się, razem z pozostałymi mieszkańcami, pociągiem. To jednak nie pierwszy raz, a dyrektor Ruta ma już nawet pierwsze wielbicielki. - Ja wiem, ze pan Ruta jeździ tym pociągiem. Zazwyczaj jeździmy w tych samych godzinach – śmieje się jedna z Pań.
Podróż do pracy to świetna okazja do poczynienia istotnych spostrzeżeń. - Trzeba wdrożyć, żeby przyciemnili szyby - zauważa przytomnie, ze słońcem świecącym prosto w oczy, Leszek Ruta.
Wiceprezydent na rowerze
Jacek Wojciechowicz w Dniu Bez Samochodu do pracy wybrał się swoim rumakiem. A dokładnie rowerem "Clinton”. - Jakby popatrzeć na nazwę to można by powiedzieć, że jest jakiś taki niezły. Clinton to taki prezydencki - śmieje się Wojciechowicz.

Urzędnicy szukali absurdów drogowych
Wsiedli, odpalili auta i pojechali. Najszybszy kierowca trasę przejechał w niewiele ponad ...
więcej»
Prezydent jechał pewnie mimo, że do pracy zazwyczaj jeździ samochodem. Przed samym ratuszem wiceprezydenta rozpierała duma. Nic dziwnego. Dystans 20 kilometrów w dobrym czasie to dobry powód. - 20 kilometrów w godzinę i pięć minut to nie jest tak różowo przejechać - nie ukrywał Wojciechowicz.
Komfortowa podróż metrem
Z komunikacji miejskiej skorzystała natomiast szefowej Zarządu Dróg Miejskich, Grażyna Lendzion. Dyrektor nie często ma okazję jeździć metrem dlatego od razu poczyniła pewne obserwacje. - Trochę głośno, ale to może dlatego, że są okna pootwierane - zauważa słusznie Lendzion. - Ale przynajmniej nie rzuca, można spokojnie stać nawet w butach na obcasach – żartuje.
Również wiceprezydent Włodzimierz Paszyński postanowił skorzystać z metra. Nie musiał się nawet przesiadać, więc po niecodziennej dla niego podróży był bardzo zadowolony. - Dojechaliśmy sprawnie i szybko. Ogólnie bardzo przyjemnie - ocenił.
Nie wszyscy świecili przykładem
Przyjemnie nie było jednak tam, gdzie swoje samochody parkują inni urzędnicy. Mimo, że Pani prezydent prosiła, żeby we wtorek nie przyjeżdżać samochodem do pracy, nie wszyscy posłuchali. – Tak wyszło, przykro mi – ucina jeden z nich. – Poszukajcie sensacji, gdzie indziej – denerwował się drugi.
Leszek Dawidowicz
mdaw/ec