Bose stopy Wojciecha Cejrowskiego nikogo już nie dziwią. Ale czy wiecie, że w Warszawie jest spora grupa pasjonatów chodzenia bez butów?
Wojciech Cejrowski chodzenia na bosaka nauczył się od Indian. - W dżungli się but nie sprawdza - wyjaśnia. W trudnych warunkach nie sprawdzały się żadne buty, nawet te najdroższe.
- Jeżeli się żyje z Indianami w dżungli, nie ma czasu na popas, tylko codziennie idzie się na polowanie - opowiada podróżnik. Jeśli nie ma czasu na przewietrzenie stóp w dżungli, chodzenie w butach staje się praktycznie niemożliwe.
W miejskiej dżungli
Czym innym jednak jest chodzenie boso wśród Indian, a czym innym spacer bez butów przez centrum Warszawy. Dla niektórych jest to nie lada wyzwanie.
– Dlatego organizujemy spacery w większej grupie. Wtedy łatwiej jest się odważyć i nie wzbudza takiej sensacji, raczej pozytywne zaciekawienie – tłumaczy Anna Waluda, miłośniczka chodzenia boso.
Trzeba się przyzwyczaić
Na początku może być trochę kłopotów, ale kiedy skóra stopy przyzwyczai się do kontaktu z podłożem, komfort jest tak duży, że nie pamięta się o butach.
Cejrowski nie ma już potrzeby zakładania butów. Zdarza mu się nawet nie zauważyć tego, że jest na bosaka. - Wychodzę z biura na miasto i zapominam włożyć butów, bo tego nie czuję. Jak bym wyszedł w trampkach – takie jest moje subiektywne odczucie gruntu – opisuje.
Bosa noga na kłopoty
Gołe stopy przydały mu się też w doświadczeniach z Fiatem 126p. Zamiast wykonywać akrobacje przy schylaniu się do zakleszczającego się pedału gazu, mógł chwytać go palcami u nogi i "odkleszczać". Zastrzega jednak, że prowadzenie samochodu na bosaka jest nielegalne.
Jeżeli też lubicie chodzić bez butów, koniecznie odwiedźcie stronę warszawskich miłośników chodzenia na bosaka
www.boso.waw.pl.
ms/par